Witaj na portalu www.powiatlubinski.pl
Dziś jest piątek, 29 maj 2020. Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji

O tym, jak nie było dźwigu, ale za to był Wacław Minta

Zgłoś nadużycie  Drukuj artykuł  Pobierz jako PDF
Autor: cochise1815  Data dodania: 26.10.2012 13:05   Data modyfikacji: 26.10.2012 13:16

Oceń artykuł:

Wacław Minta był ślusarzem we wrocławskim Pafawagu. Ale jego nieprzeciętne zdolności spowodowały, że został ekspertem od podnoszenia dachów hali i stawiania górniczych szybów. Choć nie był nigdy inżynierem, stał się "lekiem" na techniczne problemy. Taki jak ten w Częstochowie – pisze w niepublikowanym reportażu z lat 80. Andrzej Bułat.

Częstochowskie Huty Szkła miały problem. Bo żeby dalej pracować, to znaczy pracować wydajniej, w lepszych warunkach i na lepszym sprzęcie, trzeba było zbudować nowy dach. I w tym momencie ogrom problemu jawił się wszystkim. Dach 27m x 72m. Trzeba go nadbudować nad już istniejącym, bo hala musi być o 5 metrów wyższa.

Przygotowano dokumentację i zaczęto rozważać, jakby tu maksymalnie skrócić, proponowaną w związku z modernizacją hali, przerwę w produkcji. Wszystkie jednak obliczenia sprowadzały się do jednego – przy maksymalnym spięciu, przy znakomitym froncie robót, przy najwyższym wysiłku huty i tak stanąć muszą na trzy miesiące. Najmniej. A trzy miesiące to znów, jakby nie liczyć, prawie 10 milionów złotych. Dach musiał znaleźć się o 5 metrów wyżej, hala musi być zmodernizowana, więc i ze stratami trzeba się pogodzić.

Na razie rozpoczęły się poszukiwania dźwigu. Rozjechali się przedstawiciele Częstochowskich Hut Szkła po Polsce i któryś trafił do przedsiębiorstwa Sprzętu Transportowego, bo ono w dźwigi bogate.

– Pożyczcie dźwigi. Dach nowy musimy zbudować nad halą. O pięć metrów go podnieść trzeba. A dyrektor techniczny, inż. Mazur, im na to: – Dźwigów akurat nie mamy, ale w naszym zjednoczeniu jest Minta. On coś wykombinuje.
– Ale dach jest duży i bez dźwigów….
– Minta to też nie ułomek…
Wacław Minta – droga ślusarza
Pracę rozpoczął jako ślusarz. Karierę racjonalizatora zaczął w Hucie Cynku i Ołowiu w Piekarach Śląskich. Trafił do Przedsiębiorstwa Budowlano-Montażowego Przemysłu Ciężkiego (od 1983 r. Zakład Budownictwa Górniczo-Hutniczego KGHM). Zasłynął z pomysłu skrócenia czasu budowy kopalni poprzez równoległe drążenie szybu i budowę wieży szybowej, którą nasuwano na otwór szybu (metoda MINTAPOL – współpracował z inż. Władysławem Polakiem). Zmarł w 2005 r. Miał 72 lata.
Nie, nie wiem, czy takim argumentem posłużył się inżynier Mazur. W każdym razie jednak pod koniec 1977 roku wysłannicy Częstochowskich Hut Szkła znaleźli się w Lubinie. Zostawił swoją dokumentację i pojechali. W Przedsiębiorstwie Budowlano – Montażowym Hutnictwa akurat co innego było najważniejsze, dopiero więc w maju pojechał Wacław Minta do Częstochowy. Obejrzał sobie huty do przodu, od tyłu i od środka, a potem powiedział coś, co niewątpliwie zbulwersować musiało słuchaczy.

– Dźwigi nie są potrzebne. Nie przydadzą się. Dach zwyczajnie podniesiemy o tych 5 metrów. Trzeba go tylko wzmocnić, ale jeszcze przecież się nada.
– Ale jak?
– Dach jest oparty na 22 słupach. Tak? To my w te słupy wstawimy słupy teleskopowe i będziemy dach podnosić. Najpierw o półtora metra, nabudujemy na słupy brakujące kawałki, a potem jeszcze raz...
– I to się uda?

Nie wiedzieli, że z takim pytaniem do Minty zwracać się nie należy. Nie wiedzieli, ale kto Mintę znał aż tak dobrze w Częstochowie, żeby wiedzieć, że jeżeli Minta mówi właśnie tak, to już wie na pewno. Musi się udać. A jeżeli nie chcecie przekonać się na własne oczy, to szukajcie dźwigów, zawieszajcie produkcję na kilka miesięcy, traćcie 4 miliony złotych na robotach budowlanych, traćcie 9 mln na produkcji, zużywajcie wreszcie 150 ton stali, której zużywać nie trzeba. I kto wie, może właśnie trzeźwa kalkulacja zdecydowała o tym, że dach trzeba oddać w ręce "szarlatana" . Aha, jeszcze tylko na wszelki wypadek pytali Mintę: – Jaka będzie przerwa w produkcji?
– Może kilka – odpowiedział Minta – a może kilkanaście godzin. I to wszystko. I teraz znajdźcie takiego, kto by nie zaczął wróżyć na dwoje. Kilkanaście godzin! – to jedna strona. Fantastycznie. Kupujemy. Podnieść taki dach! – to druga strona.

Czy to w ogóle możliwe? Później okrzykną Mintę bohaterem, ale on uważa, że jeśli mówić o bohaterstwie, to tylko w odniesieniu do osoby dyrektora Częstochowskich Hut Szkła Serejki, który przecież podjął decyzję o wpuszczeniu Minty z Przedsiębiorstwa Budowlano – Montażowego Hutnictwa na swoje gospodarstwo i dał szaleć, choć jaką miał gwarancję?

W lipcu w Częstochowie zjawiło się 15 ludzi z Lubina. Zaczęli wzmacniać dach i przebudowywać wiązary. – Jak to robota – mówi Minta. Śniadaniowa. Żaden wysiłek. Po prostu wleźli na dach i wzmacniali. Wszystko. A w Częstochowie nadziwić się nie mogli wspaniałej brygadzie z Lubina, która pod okiem brygadzisty Adama Junga zwyczajnie robiła swoje.

Zastępca dyrektora ds. inwestycyjnych Hut Szkła powtarzał: – Jak żyję, nie widziałem takich ludzi. A ludzie ci na dobrą sprawę pracowali sami. Nie mieli bowiem przez dwa, może przez trzy miesiące kierownika budowy. Inżynier Lis zjawił się przecież w Częstochowie wówczas, gdy roboty były zaawansowane. Inżynier Leopold Solarski gdzieś tam sobie w Lubinie sporządzał dokumentację na przekonstruowanie dachu, inżynier Narcyz Dębiński rozrysował technologię montażu, a oni zwyczajnie pracowali.

Kto jednak zna na przykład Michniewicza, Klepackiego czy Okienkę, ten wie, że takich ludzi, jak też i pozostałych z piętnastki można zostawić samych. Bo nie zawalą.

A nasz główny bohater? Ten, który zastąpił dźwigi? Minta, po prostu raz na tydzień przyjeżdżał do Częstochowy, popatrzył, pogadał, pomyślał i pojechał z powrotem. A kiedy dach był już na tyle wzmocniony, zamieszkał w Częstochowie na kilka dni. Jego pobyt przedłużył się o dwa dni bodaj. Bo gdy wszystko już było gotowe i można było przystępować do dzieła, hutnicy się zawahali. Krótkie to było wahanie. Jak przed podjęciem każdego ryzyka. W każdym razie każdy pretekst był dobry, żeby nie zaczynać dziś jeszcze, ale za dwa dni dopiero.

Wypchanie dachu trwało tydzień. Produkcję przerwano, tak jak mówił o tym Minta. Na kilkanaście godzin. Na ten czas, w którym teleskopy jechały w górę, podnosząc płaszczyznę o 1944 metrach kwadratowych. Można było i wtedy pracować, ale po co, skoro to tylko kilkanaście godzin – to nie jest żadna przerwa w wielomilionowej produkcji.

Co się działo potem. Gdy dach był wysoko, to opisać trudno. Medale, odznaczenia, fetowanie bohaterów, listy pochwalne, wpisy do honorowej księgi zasłużonych pracowników, toasty. Zresztą "Dyrekcja, kolektyw zakładowy i cała załoga Częstochowskich Hut Szkła pragną wyrazić tą drogą podziękowanie za niezwykle śmiałe, oszczędne i szybkie rozwiązanie techniczne operacji podniesienia dachu. Przedsięwzięcie to pozwoliło nam uniknąć długotrwałej przerwy w produkcji…".

Andrzej Bułat

Z kalendarium Polskiej Miedzi:
2 stycznia 1986 r. – rozpoczął się rozruch nowej Fabryki Kwasu Siarkowego w Hucie Miedzi Legnica
9 maja 1986 r. – wyprodukowano 3-milionową tonę miedzi w Hucie Miedzi Głogów
24 czerwca 1986 r. – wyburzono metodą strzałową skorodowany komin żelbetowy o wys. 150 m w Hucie Miedzi Legnica
25 października 1986 r. – w oddziale G-23 kopalni Polkowice nastąpił bardzo silny wstrząs, tzw. dziewiątka
28 listopada 1986 r. – Okręgowa Stacja Ratownictwa Górniczego w Lubinie przejęła w użytkowanie nowe obiekty koło szybu P-VII w Sobinie koło Polkowic, gdzie powstała baza pogotowia górniczego
4 grudnia 1986 r. – oddano do użytku szyb SW-1 kopalni Sieroszowice, dzięki któremu zakład ten uzyskał możliwość samodzielnego transportu urobku na powierzchnię (dotąd korzystano z transportu szybami innych kopalni)

Bibliografia

Polska Gazeta Wrocławska (8 lipca 2011)