Witaj na portalu www.powiatlubinski.pl
Dziś jest niedziela, 05 kwiecień 2020. Imieniny: Ireny, Wincentego

300 górników w Pociągu Przyjaźni

Zgłoś nadużycie  Drukuj artykuł  Pobierz jako PDF
Autor: cochise1815  Data dodania: 26.10.2012 21:30   Data modyfikacji: 26.10.2012 21:41

Oceń artykuł:

Ludzie z KGHM podróżowali do Moskwy w lepszych warunkach niż państwowa delegacja

O planach budowy wyciągu krzesełkowego z osiedla Staszica na Zalew Małomicki w Lubinie, tańcach z Ireną Santor na p[pierwszym balu barbórkowym czy budowie pierwszej kładki nad Sanem, do której wykorzystano zużyte liny z kopalni w Lubinie, mało kto już dziś pamięta.

Zbigniew Warczewski, emerytowany geodeta z Rebeka, ma w zanadrzu setki nieprawdopodobnych anegdot z życia zagłębia miedziowego. Opowiedział nam kilka z nich.

Do Lubina przyjechał jako młody absolwent Akademii Górniczo – Hutniczej w 1963 roku.

Od początku pracował w Przedsiębiorstwie – w tej firmie nie był tylko naczelnym dyrektorem i pierwszym sekretarzem. Na emeryturę odchodził ze stanowiska zastępcy dyrektora ds. pracowniczych. Pierwsze zadanie, jakie dostał, wcale nie było pod ziemią. Miał wytyczyć, a potem sprawować nadzór geodezyjny nad budową… amfiteatru w parku Wrocławskim. Wybudowało go PBMPC (potem znane jako REM), czyli Przedsiębiorstwo Budowlano – Montażowe Przemysłu Ciężkiego. Podobnych zleceń miał jeszcze kilka np. w latach 60. wytyczenie działek w POD Barbara.

Z takich ważniejszych prac poza kopalnią mogę wymienić budowę pierwszych przejść podziemnych w Legnicy i Lubinie, które poprzedzały późniejszą budowę metra w Warszawie – wspomina Zbigniew Warczewski. – Pierwsze podziemne przejście zbudowaliśmy w Legnicy przy dzisiejszej ul. Złotoryjskiej. Wtedy to był chyba Plac Lampego.

KGHM jako do dziś największa firma w regionie w latach 60. i 70. wykonywał mnóstwo przedsięwzięć na rzecz miast zagłębia miedziowego. Jedną z takich, nieudanych, niestety, inwestycji był park wypoczynku nad Zalewem Małomickim.

– Organizacja tego rekreacyjnego parku zaczęła się w latach 70., za czasów dyrektora Tadeusza Zastawnika – opowiada Zbigniew Warczewski. – Wybudowano tam restaurację, baseny, amfiteatr, ale ostatecznie plan się nie powiódł, bo dno zalewu było nie szczelne. Kilka razy napełniano wodą ten wielki staw, ale i tak uciekała. To było pierwsze większe centrum wypoczynku. Wcześniej istniał tylko mały basen na lotnisku.

KGHM (a konkretnie należący do niego Zakład Transportu) zbudował też pierwsze korty w Lubinie. Są do dziś. Na planach natomiast skończył się pomysł budowy… wyciągu krzesełkowego z osiedla Staszica nad Zalew Małomicki.

– Właściwie to nie wiem dlaczego plan nie wypalił – mówi emerytowany geodeta. – Trasa miała liczyć nieco ponad kilometr. Pamiętam doskonale, bo osobiście ją wytyczyłem. Nie było to łatwe, bo paliki chowały się w wysokim zbożu. Wyciąg miał przebiegać nad wodą i sięgać od środka osiedla do restauracji nad zalewem.

Na pomysł budowy wpadł inż. Kazimierz Gamajda. Ten sam, który zainicjował budowę kładek (mostów wiszących) z wykorzystaniem zużytych lin wyciągowych z kopalni w Lubinie. Surowe normy bezpieczeństwa zezwalały na używanie lin w górnictwie tylko przez jakiś czas, a potem jeszcze całkiem dobre szły na złom. Okazało się, że świetnie się nadają do podtrzymywania niedużych mostów wiszących.

Pierwsza taka kładka została zbudowana nad Sanem, we wsi Krasice na Podkarpaciu, w rodzinnych stronach inż. Gałajdy – wspomina Warczewski. – Na Dolnym Śląsku pierwsza była kładka we Wrocławiu na Kępę Mieszczańską, a następna nad zalewem w Zagórzu Śląskim.

Z postacią inż. Gałajdy wiążą się także górnicze karczmy. Jak przypomina były pracownik Rebeka, to on zapoczątkował tę tradycję, bez której dziś nikt nie wyobraża sobie świętowania Barbórki.

– Pierwsza karczma górnicza była w 1965 roku i to inż. Gałajda był pierwszym Kopackim, a Lisem Majorem – Marian Bochenek, którego dziś świetnie zastępuje Jan Dusza – dodaje Warczewski. – Wcześniej były akademie górnicze. Pierwsza, na której byłem, zorganizowana została w kinie Polonia. To był rok 1963. Pamiętam, że na
akademii śpiewała wówczas Irena Santor, już wtedy wielka gwiazda.

Piosenkarka zagościła potem na dancingu w słynnej Eurece.

– Niektórzy moi koledzy nawet z nią tańczyli. Ja nie śmiałem, byłem z żoną – opowiada Warczewski. – Przypominam sobie, że nawet miałem pewne pretensje do Ireny Santor, że wyglądała zbyt sportowo i że nie ubrała się jak wielka gwiazda. W ogóle zachowywała się bardzo normalnie.

Z latami 70. wiążą się barwne i pełne anegdot wspomnienia magistra inżyniera geodety. Z bogatego prywatnego archiwum (zdjęcia, programy, broszury, a nawet proporczyki) lubinianin wydobył dwie zabawne opowieści. Pociąg i Samolot Przyjaźni – niesamowite firmowe imprezy o zasięgu międzynarodowym, o jakich dziś już nawet chyba nikt nie mógłby marzyć i które pokazują, jaki już wówczas był status miedziowego giganta. Oczywiście przyjaźń dotyczyła Związku Radzieckiego, a pociąg i samolot tam właśnie zawiozły pracowników kombinatu.

Rok 1972. KGHM i Towarzystwo Przyjaźni Polsko- Radzieckiej zorganizowały Pociąg Przyjaźni. Zupełnie za darmo 330 górników pojechało do czterech stolic: Warszawy, Wilna, Rygi i Tallina. Z górnikami do pociągu wsiadła orkiestra górnicza.

– W każdym mieście składaliśmy wieńce pod pomnikiem Lenina, były akademie, przemówienia, a w pociągu wieczna impreza – wspomina były pracownik Rebeka. – W całym pociągu był tylko jeden człowiek, który miał pozwolenie na jednorazowe przekroczenie granicy Związku Radzieckiego.

Tym człowiekiem był nie kto inny, jak autor wspomnień. Władzom podpadł za… kontakty z księżmi. Wychowanek salezjanów, mimo przynależności do PZPR, zachował szacunek dla spraw wiary i nieraz kontaktował się ze swoim wychowawcą oraz innymi duchownymi. Przeczytał potem w swojej teczce zapiski o tym, kiedy i jakim kościele go widziano. Do pociągu jednak wsiadł…

– Szefami podróży byli ówczesny wiceminister Bojakowski i dyrektor kombinatu Tadeusz Zastawnik – wielki abstynent, który w hotelu Leningrad (tylko dla obcokrajowców) w Leningradzie, gdy ludzie się nudzili, kazał mi wyciągnąć ze swojej walizki amerykańskie koniaki i rozdać ludziom.

Atmosfera przyjaźni była tak gorąca, że akordeonista rozdał rosyjskim pannom na pamiątkę cały akordeon. Po klawiszu.

– Do dziś nie wiem, jak się rozliczył z instrumentu – śmieje się Zbigniew Warczewski.

Rok później w Lubinie przez Warszawę do Moskwy, a stamtąd do Soczi wyleciał Samolot Przyjaźni, z którym wiąże się kolejna zabawna historia. Otóż na lotniczą wycieczkę wybrało się z KGHM 160 osób. Na warszawskim lotnisku okazało się, że zaplanowany samolot jest za mały. Po trwających jakiś czas perturbacjach znalazła się odpowiednia maszyna.

– Gdy tak czekaliśmy na Okęciu, zobaczyliśmy Józefa Cyrankiewicza i paru innych dygnitarzy, czyli polską delegację na Kongres Pokoju w Moskwie – wspomina lubinianin. – Podjechał samolot Ił-18, który zabrał państwową delegację do Moskwy. Za jakiś czas dla nas podstawiono wielkiego Iła-62, takiego, do jakiego sześć lat później wsiadła m.in. Anna Jantar – dodaje Warczewski. – Lecieliśmy lepszą maszyną niż ówczesne władze państwowe. To pokazuje, jaka była już wtedy ranga KGHM.

Jak się okazuje, nie tylko w Polsce nazwa KGHM działała niemal magicznie, a pracowników miedziowego giganta spotykały niespodzianki. W latach 1988-1990 geodeta Zbigniew Warczewski pracował w Algierii, gdzie Rebeka budowało metro.

– Gościem honorowym i zawsze bardzo oczekiwanym przez górników był Jego Ekscelencja Ambasador Polski w Algierii Stanisław Pilcha – uchyla rąbka tajemnicy Warczewski. – Dlatego, że pan ambasador doskonale wiedział, czego brakuje górnikom w kraju objętym prohibicją. Na karczmę piwną przywoził zawsze skrzynki wódki i to nie byle jakiej… To były zawsze przednie trunki.

Ale geodeta z lubińskiego Rebeka podpadł kiedyś panu ambasadorowi. Jego Ekscelencja wydał w ambasadzie party na 22 lipca. Oficjalna impreza z okazji państwowego święta. Niemiłosierny lipcowy afrykański upał

– Nie miałem marynarki, tylko koszulę z krótkim rękawem i to było straszne faux pas – przyznaje Zbigniew Warczewski. – Pan ambasador podszedł do mnie w ogrodzie i zapytał, czy jestem tu jako szofer. Zrugał mnie strasznie za brak marynarki, której po prostu w Afryce nie miałem. Upał nie był żadnym usprawiedliwieniem. Etykieta to etykieta…

Agata Grzelińska

Z kalendarium Polskiej Miedzi:
1 stycznia 1971 r. – przy ZG Lubin powstała Okręgowa Stacja Ratownictwa Górniczego
24 lutego 1971 r. – w Zagłębiu Miedziowym gościli: I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, premier Piotr Jaroszewicz i minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski
5 kwietnia 1971 r. – wyprodukowano pierwszą miedź katodową (99,95% Cu) w Hucie Miedzi Głogów
8 czerwca 1971 r. – rozpoczęło się głębienie R-I, pierwszego szybu dla kopalni Rudna
1 lipca 1971 r. – utworzono Zakład Remontowo-Montażowy (ZREM) w Lubinie
16 lipca 1971 r. – rozpoczęło się głębienie R-IV, drugiego szybu dla kopalni Rudna
20 lipca 1971 r. – przekazano do eksploatacji I etap budowy Huty Miedzi Legnica
1 grudnia 1971 r. – Jan Wyżykowski przedstawił wyniki badań w rejonie Głogów – Ścinawa na głębokości 1200-1500 m: 17 mln ton miedzi

Bibliografia

Polska Gazeta Wrocławska (25 marca 2011)